Pewne wspomnienie rozdział II
Najpierw światło przesłoniło mi widok młodzieńca siedzącego na moim łóżku. Później jakaś siła mną szarpnęła, ale on chyba tego nie widział. Coś się dzieje ze mną.
-Pomocy!- Znów nikt tego nie słyszy.
To koszmarne, muszę się uwolnić.Zaczynam się szarpać, ale on nie daje mi się. Z całej siły kopię w niewidzialną przestrzeń. Jest coraz bliżej. Nie wiem, co teraz nastąpi, ale wiem, że to nie będzie przyjemne. Przestań. Rękoma dotykam podłoża, ale jedna ręka dalej piecze, toteż próbuję się uwolnić z więzów drugą. Chyba wreszcie mnie dopadł.
Jest ciepłe słoneczne lato.W oddali słychać śpiew ptaków i odgłosy natury. Rwąca rzeka szumi, a my z babcią wrzucamy tam kamyki.
-No, proszę Emilko! A jednak nie boli Cię głowa.-Ze śmiechem mówi babcia.
-Bolała.Rano-tłumaczę się.
Wiem, że mi nie wierzy, bo tak dziwnie mi się przygląda. Dziś nie chciałam iść do szkoły. Coś mówiło mi, że lepiej zostać w domu. Potem dowiedziałam się, dlaczego.
- Chodź, zjemy coś. Zrobiłam Ci pyszną zapiekankę. Chcesz?-Babcia zawsze wie, co ja lubię.
Kiedyś, gdy jeszcze była z nami mama, codziennie robiłyśmy zapiekanki z majonezem. Siadałyśmy przy stole czekając na gorące danie, podczas gdy mama je robiła. Babcia zawsze umiała mnie rozśmieszyć, jednak gdy mama odeszła, nawet w słoneczne dni, takie jak dziś, babcia przeważnie milczała. Dzisiaj było inaczej. Zostałam, by dodać jej otuchy. Od rana jakoś się źle czuła, więc i ja powiedziałam, że boli mnie głowa. Jeszcze nigdy nie okłamałam babci i dlatego czułam się okropnie.
Z oddali słyszałam warkot motoru. Pewnie listonosz-pomyślałam. Mężczyzna otworzył furtkę i wszedł do ogrodu.
-Ależ tu macie pięknie!- zawołał od razu.
Lubiłam go. Był to niewysoki człowiek, z łysiną na głowie. Wyglądał i był sympatyczny. Nazywał się Izydor Miedzianowski. Często rozmawiał z babcią o pogodzie i prowadził z nią różne dyskusje, na trudne tematy, takie jak morderstwa, polityka i inne. Oprócz niego, nikt nie przybywał do nas, bo każdemu było za daleko. Jednak mi się podobało takie życie, z dala od zgiełku i hałasu Warszawy. Najbliżej mieliśmy do warszawskiego Mokotowa, jednak jeździłyśmy tam tylko po zakupy raz na miesiąc.
-Mam 2 przesyłki z urzędu skarbowego i jeden list dla Ciebie, moja droga- oznajmił pan Izydor.
-Dla mnie?- spytałam zdziwiona. Nikt nigdy nie pisał do mnie żadnego listu. Internetu tutaj nie mieliśmy, ponieważ w tych rejonach nie było elektryczności, toteż e-mailów także nie dostawałam.
Na kopercie nie widniało nic, oprócz znaczka i mojego adresu. Dziwne. Jednak list postanowiłam otworzyć dopiero wieczorem, gdy już nakarmię zwierzęta i pomogę babci.
- Proszę wejść, panie Izydorze. Zrobię kawy, mam też pyszne ciasto.- zaprosiła go uprzejmie babcia. Listonosz nigdy jej nie domawiał, bo staruszka była niezwykle miłą osóbką, a jej wypieki były lepsze niż z mokotowskich cukierni.
Jednak tym razem, nie wiedzieć czemu, zrobił wyjątek. Byłam zdziwiona, ale to co potem usłyszałam, sprawiło, że ugięły się pode mną nogi. Czułam jak zasycha mi w gardle i nie byłam w stanie nawet spojrzeć na gościa.
-Nie mogę. Nagły wypadek. Podobno w szkole, do której uczęszcza Emilka, doszło do wypadku. Pewien pan, odziany w czarną skórę i zarośnięty, szukał Ciebie, mała. Tak, tak Ciebie. To dobrze, że dziś nie poszłaś do szkoły. Mógł ci coś zrobić. Był bardzo wściekły i zdesperowany, podobno wypytywał o ciebie. Chyba tak łatwo nie odpuści. Potrącił jedną dziewczynkę tak mocno, że upadła i złamała nogę. To była moje córka-dodał złamanym głosem. Po chwili dodał:
-Lepiej żebyście przez jakiś czas nie wychodziły z domu. On może po Ciebie przyjść. Zachowywał się jak desperat i założę, się, że szybko nie odpuści. Jadę do szpitala, sprawdzić co u Eli. Bądźcie ostrożne!- krzyknął na pożegnanie.
Nieprzytomnie oparłam się o bramę. Oddychałam ciężko a babcia przyglądała mi się z troską. A więc ON wrócił. Ten, przez którego mamy z nami nie ma.
fajnee . :)
OdpowiedzUsuń